ANALIZA WALKI Conor McGregor vs. Chad Mendes

ANALIZA WALKI Conor McGregor vs. Chad Mendes

Mająca się odbyć jedenastego lipca w Las Vegas walka pomiędzy mistrzem kategorii piórkowej - Josem Aldo, a Conorem McGregorem, zapowiadana była jako jedno z największych wydarzeń w historii UFC Irlandzka mega gwiazda w starciu o pas mistrzowski... to miało być wielkie wydarzenie. Tak wielkie, jak pieniądze wydane przez organizację na jego promocję. Zrządzenie losu sprawiło jednak, że do walki nie doszło, a w oktagonie naprzeciw McGregora stanął weteran kategorii - Chad Mendes. Dziś można chyba powiedzieć, że kontuzja żeber jaka uniemożliwiła Brazylijczykowi występ była dla UFC darem niebios. Starcie McGregor-Mendes ogłoszone zostało walką o pas tymczasowy, natomiast świetna wygrana zawodnika z Irlandii jeszcze bardziej wzmocniła jego medialny blask, sprawiając, iż widniejące na horyzoncie starcie unifikacyjne jawi się jako wydarzenie największej rangi. Faktem jest też, iż UFC 189 pobiło wszelkie rekordy, łącznie z wynikami niedoścignionego do tej pory jubileuszowego UFC 100! Niedoszłe starcie Aldo-McGregor było kreowane na hit, lecz oddźwięk starcia McGregor-Mendes przekroczył wszelkie oczekiwania. Można więc powiedzieć bez obawy pomyłki, że ujednolicenie tytułu będzie wydarzeniem jeszcze większym - gigantycznym! Zarządzający UFC bracia Fertitta oraz Dana White po ujawnieniu kontuzji Josego postawili wszystko na jedną kartę: albo McGregor zwycięży Mendesa i podbiję stawkę jeszcze bardziej, albo polegnie i wielkie wizje - oraz wielkie pieniądze - odejdą w niepamięć. Mieli nosa, jak to właściciele kasyn! Europejczyk w drugiej rundzie zastopował swojego oponenta, zdobył pas i czeka, aż Aldo dojdzie do pełni zdrowia. Przyjrzyjmy się zatem przebiegowi lipcowej batalii, bo nie da się ukryć - jest co komentować! Pomijając rangę wydarzenia i bańkę medialną pompowaną wraz ze zbliżającą się walką możemy z całą pewnością powiedzieć, że nie był to, patrząc na aspekt sportowy, pojedynek tak dobry, jakim mógłby być, gdyby obaj zawodnicy mieli możliwość przejścia pełnych obozów treningowych ukierunkowanych pod przeciwnika. Sytuacja Mendesa jest tu oczywista: do walki z McGregorem zaczął przygotowywać się na trzy tygodnie przed jej terminem i niczego nie zmieni fakt, iż był on w treningowej formie. Większość zawodników utrzymuje dyscyplinę treningową praktycznie przez cały rok, lecz dopiero właściwe 8-10 tygodni przed pojedynkiem jest kluczowe do wypracowania formy startowej. Sprawności - zarówno fizycznej jaki i mentalnej, a także przygotowania technicznego pod konkretnego oponenta - będącej znacznie powyżej tej, jaką dany sportowiec prezentuje na roztrenowaniu. Tak więc Mendes już tylko przez ten czynnik był w walce o pewien (jaki?) procent mniej skutecznym zawodnikiem. To oczywiście jego wybór, gdyż sam zaproponował swą kandydaturę, kiedy wieść o kłopotach Aldo ujrzała światło dzienne. Trzeba to jednak odnotować, podobnie jak to, że także McGregor mógł być do tego starcia przygotowany lepiej. Był on oczywiście w znacznie bardziej komfortowej sytuacji niż jego rywal - znał miejsce i datę pojedynku na długo przed nim, zatem spokojnie przeszedł pełny obóz przygotowawczy. Należy jednak zwrócić uwagę, iż przez większą jego część przygotowywał się pod radykalnie innego rywala, toteż wypracowane przez niego schematy i szlifowane techniki nijak miały się do stylu walki Mendesa. Różnicę robi tutaj zwłaszcza fakt, iż Chad jest jednym z najlepszych zapaśników tej kategorii wagowej i gdyby tylko Irlandczyk wiedział o pojedynku z nim odpowiednio wcześnie, mógłby jednostki treningowe wykorzystać efektywniej - szkoląc choćby obrony przed obaleniami. Myślę, że ten aspekt był bardzo ważny w omawianym pojedynku, może nawet kluczowy, lecz to nie jedyny czynnik związany z roszadami na karcie walk. Z zamieszaniem związanym z kontuzją Aldo wiąże się jeszcze jedna istotna kwestia. Psychika. Często jest to rzecz bagatelizowana, a przecież jest ona tak ważna dla każdej walki. Problemy mentalne, związane choćby z kłopotami osobistymi, niejednokrotnie „blokowały" nawet najlepszych zawodników. Ile razy po słabym występie słyszymy, że zaw nie był sobą, że nie mógł się w pojedynku odnaleźć? Zawirowania przed walką w Vegas mogły być i z pewnością stresogenne - zwłaszcza dla McGregora, który przez kluczowe tygodnie nie miał pewności czy zawalczy z Aldo. To bardzo niekomfortowa sytuacja dla sportowca skupiającego się na jednym, konkretnym przeciwniku. Mendes miał tutaj więcej komfortu, jak sam mówi: przez większość czasu był poza tą medialną burzą, poza wyzwiskami i show McGregora. Z pewnością wszedł do oktagonu na większym luzie iż jego rywal. Raz, że był przecież zastępstwem bez pełnego szkolenia, dwa McGregor sam zarzucił sobie pętlę na szyję, i medialną gadaniną i przechwałkami o szybkim nokaucie. W razie porażki straciłby szansę walki z brazylijskim mistrzem - przekłułby nadmuchany przez siebie balon, tracąc wiarygodność. Spore jarzmo do udźwignięcia, trzeba przyznać.

PIERWSZA RUNDA. Sama walka zaczęła się natomiast bardzo agresywnie, a właściwie Conor rozpoczął ją agresywnie. Już po sekundzie od gongu był przy Mendesie, wystrzeliwując w jego kierunku kopnięcie po obrocie, a tuż po nim kolano z wyskoku. Obie próby były przez Chada zniwelowane, a kolano rywala przechwycone - w efekcie McGregor znalazł się na ziemi. Szczęśliwie dla niego Amerykanin nie zdołał zdobyć górnej kontroli, a jedynie zaznaczył przewagę ciosami z górnej pozycji, co Irlandczyk wykorzystał do powrotu do stójki. Warto w tym momencie się zatrzymać, odnotowując, że McGregor sprawnie wstał z pleców - choć spora w tym zasługa samego Mendesa, który pozostawił mu na to miejsce. Gdy walka trafiła do stójki zawodnik Team Alpha Male, bardzo przytomnie, poszedł za ruchem, zaatakował kombinacją i uchwycił oponenta za pas próbując obalenia. „The Notorious" był na nie jednak gotowy, niemal natychmiast dusząc próbę w zarodku. Dalsze minuty owocowały w wiele wymian w stójce, w których - o dziwo - skuteczniejszy był dysponujący znacznie mniejszym zasięgiem Mendes! „Kurdupel" trafiał kombinacjami typu prawy sierpowy, krótki lewy podbródkowy; bardzo dobrze schodził też pod ciosami, na które odpowiadał sierpowymi. Z drugiej strony Irlandczyk cały czas napierał - nieustannie. Wyprowadził znacznie więcej ataków (w całej walce 120 przy 53 Mendesa), lecz znaczna ich część nie doszła celu - „Money" był więc bardziej skuteczny, zwłaszcza w omawianej odsłonie. Opisując pierwszą rundę nie wolno rzecz jasna pominąć kopnięć, które były mocną bronią McGregora. Mendes walczył jednak mądrze, a kombinacja: lewy prosty, prawy sierpowy, lewy sierpowy otworzyła mu drogę do nóg rywala - tym razem skutecznie. Podopieczny Johna Kavanagha poszybował więc w górę, a Mendes znalazł się w jego gardzie, skąd zaczął metodycznie zmierzać do zwycięstwa... jak się przynajmniej wydawało. Mocnym lewym łokciem Amerykanin rozciął prawy łuk brwiowy rywala, zostawiając mu jednak miejsce na włożenie nóg, odepchnięcie i powrót do stójki. Widać jak na dłoni, że był to element bardzo dobrze wypracowany przez zawodnika z Irlandii. Kolejne kilkanaście sekund to stójkowe wymiany, w których stopniowo przeważać zaczął McGregor. Trafiał m.in. mocnym hakiem na wątrobę, czym pozbawił Mendesa sporej ilości tlenu. W ogóle Amerykanin mniej więcej na dwie minuty do końca rundy zaczął głęboko oddychać, co może być przyczyną powiększającej się skuteczności Conora. Wieńcząc rundę Chad zszedł pod kombinacją sierpowych i obalił oponenta za dwie nogi - bardzo łatwo przechodząc później gardę. Dalej próbował zdobyć krucyfiks lecz ostatecznie stracił pozycję. Mocnymi łokciami z góry zmusił Irlandczyka do defensywy i wykorzystał tę okazję do zapięcia odwrotnej gilotyny - całkowicie nieskutecznej. Chwilę później runda dobiega końca. Analizując pierwszą odsłonę trzeba zwrócić uwagę na małą skuteczność McGregora, pomimo kolosalnej przewagi zasięgu jaką dysponował (188 cm przy 168 cm rywala!). To, jak Mendes „wlepiał" mu kombinacje sierpowych z doskoku miejscami zdumiewało, lecz ilość przestrzelonych ciosów Irlandczyka była jeszcze bardziej zastanawiająca. W przeciągu pięciu minut wystrzelił on 51 mocnych ciosów, z których celu doszło zaledwie 19 (37%) - mało. Adekwatna statystyka u Mendesa przedstawia 28 znaczących ciosów, z których celu doszło 15 - a więc skuteczność Amerykanina wynosiła 53%. Ważną rzeczą w pierwszych pięciu minutach był też szeroko rozumiany grappling. „Money" dwukrotnie sprowadził rywala do parteru („The Notorious" wybronił się raz), a ten dwukrotnie zdołał powrócić do stójki. W przypadku stójkowicza jakim jest McGregor jest to szalenie ważne, daje mu bowiem możliwość egzekwowania swojego planu walki. Mimo iż Conor zdołał wracać na nogi, to jednak nie należy przeceniać tego elementu w jego arsenale. Gdy tylko Mendes ciaśniej kontrolował go w parterze, ten po prostu starał się wiązać jego ręce i czekał, aż sędzia przeniesie walkę do stójki - niezbyt zaawansowana strategia, z dużą dozą niepewności. Natomiast jeśli chodzi o Chada, to w tej odsłonie pokazał się dobrze, nawet bardzo. Wyraźnie niepokojący był natomiast głęboki oddech, który pojawił się u niego w końcowych minutach, a który przełożył się na dalsze losy starcia. DRUGA RUNDA Druga runda rozpoczęła się po myśli McGregora. Trafił on frontalnymi kopnięciami na tułów rywala, wreszcie zaczął również celnie uderzać rękoma, zwłaszcza podstawową kombinacją: lewy prosty, prawy sierpowy. Po kilkudziesięciu sekundach pojedynku Mendes zanurkował jednak pod jednym z takich sierpowych i w ładnym stylu obalił rywala za obie nogi. Tutaj rozpoczął się popis zawodnika Team Alpha Male, który przez trzy i pół minuty obijał bezradnego McGregora z góry - to łokciami, to naprzemiennymi sierpowymi. „The Notorious" był kompletnie bezsilny, co tylko potwierdza, że jeśli zostanie przyparty do ziemi ma niewiele argumentów by się takiej dominacji przeciwstawić. Na 45 sekund do końca rundy Mendes zrobił coś, co prawdopodobnie kosztowało go przegraną przed czasem. W bardzo podobny sposób jak zrobił to pod koniec rundy pierwszej przeszedł McGregorowi gardę i spróbował zapiąć odwrotną gilotynę. Dla zawodnika z Irlandii była to "woda na młyn" - klasowo skontrował akcję i wstał, natychmiast bombardując nieroztropnego rywala cała gamą ciosów.

Na nic zdała się niemrawa próba obalenia, jaką w akcie zainicjował wyraźnie zmęczony „Money". Conor był na nią przygotowany. Kulminacja nastąpiła, kiedy Chad zaatakował prawym sierpowym, co sprytnie wyczuł McGregor blokując cios lewą ręką, a prawą odpychając głowę atakującego. Dokładnie tej samej akcji ponownie Mendes spróbował sekundę później, lecz w trakcie wyprowadzania ciosu zrezygnował z jej dokończenia, czym wystawił się na świetne kombinacje Irlandczyka: lewy, prawy prosty i tuż po nim mocny prawy; i dalej: prawy sierpowy, lewy podbródkowy i kończący prawy sierpowy. Odsłonięty Mendes przyjął tuż po nich kopnięcia na korpus - najpierw okrężne, później frontalne - a prawy prosty i potężny lewy, które nastąpiły dalej, zakończyły walkę. Mendes znalazł się na deskach. Bez wątpienia w tej rundzie najbardziej uderzającym było szybkie, niemal natychmiastowe, opadnięcie z sił, jakiego Mendes doznał po powrocie do stójki. Było to tak widoczne, iż wielu komentatorów zaczęło doszukiwać się w całej walce spisku - jakoby Chad został przekupiony, a wynik pojedynku ustalony w gabinecie Zuffy. Wszystko oczywiście jest możliwe, ja jednak jestem zwolennikiem prostszych wyjaśnień. Zwłaszcza, jeśli takowych wytłumaczeń można się bez większego wysiłku doszukać. Tak jak pisałem omawiając rundę otwierającą, Mendes wyraźnie osłabł już z końcem pierwszych pięciu minut. Było to jednak niezauważone przez obserwatorów ze względu na szybkie sprowadzenie w rundzie kolejnej, oraz późniejsze trzy i pół minuty górnej kontroli, podczas której Amerykanin nie musiał siłować się z mocno pasywnym przeciwnikiem. Dopiero kiedy walka powróciła do dystansu zmęczenie Chada dało o sobie wyraźnie znać, co w połączenia z kolejnymi ciosami i kopnięciami na korpus odebrało mu także wolę walki. „The Notorious" zrobił po prostu to, co zrobiłby na jego miejscu każdy "uderzacz" tej klasy. Najważniejszym zatem w rozważeniu tej kwestii nie jest to, czy Mendes faktycznie się zmęczył, czy tylko udawał - a to, dlaczego zmęczył się tak szybko. Znany przecież jest z bardzo dobrej kondycji i pracy na przestrzeni 25 minut. Tu powinniśmy wrócić do początku - skrócony okres przygotowawczy jest z pewnością główną przyczyną. Chad zwyczajnie "spompował" się po pierwszej rundzie, na co wpływ z całą pewnością miało również to, że jego rywal aż 30% mocnych ciosów, które doszły celu, lokował na jego żebrach i w okolicach wątroby. To jest zabójcze dla cardio techniki! Nie można jednak tej kwestii rozpatrywać zero- jedynkowo: gdyby Mendes miał pełny obóz przygotowawczy, to by wygrał - być może by wygrał, być może nie. Trudno zapomnieć o tym, iż Amerykanin popełnił nieco błędów, dawał się trafiać kopnięciami i ciosami na korpus, nie wszystkie obalenia udało mu się wykończyć, a przede wszystkim: dwukrotnie próbował nonszalanckiej gilotyny, której szansa powodzenia była niewielka. O ile za pierwszym razem błąd ten został mu wybaczony, tak za drugim razem McGregor nie miał dla niego litości.

Powiązane artykuły